Emma czuła się zdezorientowana. Bajeczka dotycząca Mrocznej Klątwy była
prawdą. Świat magii i czarów istnieje -i książka Henry’ego oraz wszystko, o
czym tam przeczytała wydarzyło się naprawdę.
Kobieta wpatrywała się w niebo i próbowała się uspokoić.
„Mary Margaret to moja mama…”- to jedyne myśli, które ją w tym momencie
nachodziły.
Matka Henry’ego siadła na ulicy, opierając się plecami o swoje auto.
Brązowa książka ze złotymi literami leżała tuż obok niej, historie zdawały się
mieć coraz więcej sensu i sam widok okładki wzbudzał przerażenie. Emma
skierowała wzrok na miasto. Było późno, ale nie aż tak, żeby nie było nikogo
wokół. O co więc mogło chodzić?
Samo Storybrooke wydawało się być takie samo- tylko niebo trochę
jaśniejsze.
-Nie, tak nie może być, to niemożliwe! – Regina była w szoku. Jakim
cudem Emmie udało się złamać klątwę?
-Och, Moja Droga, każdą klątwę można złamać- uśmiechnął się do niej Pan
Gold.
-Muszę natychmiast coś z tym zrobić.
-To już się dzieje, nic nie zrobisz Regino.
-Ale to mój świat, w ten sposób znów będzie tak jak wtedy… Nie pozwolę
na to. Choćbym miała poświęcić kompletnie wszystko.
Golds popatrzył na swoją rywalkę i uśmiechnął się kolejny raz.
-Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale jeszcze niewiele się zmieniło.
Nie wiadomo też na ile w tym momencie klątwa ustąpi. Nie wiesz też czy
zdobędziesz na nową swą moc. Natomiast ja…
-Przestań się uśmiechać, nigdy mnie nie pokonasz. Nigdy.- Regina wyszła
ze swojego gabinetu, nałożyła płaszcz i udała się w głąb lasu.
Samotny mężczyzna przechodził obrzeżami miasta.
„Wszystko wraca do normy” – myślał. „Teraz wszyscy zaczną sobie
przypominać”. Szybko poprawił swój czarny kapelusz i udał się pod znak z
napisem „Welcome to Storybrooke”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz